Nie zawsze Ci wszystko wyjdzie…
To niby oczywiste, ale kiedy faktycznie nie wychodzi to jednak czujemy żal, złość, rozczarowanie. Im szybciej jednak zaakceptujesz ten fakt, tym krócej będziesz się zamęczać negatywnymi emocjami. Pamiętaj, że inni mają gorzej ;) Np. nam ostatnio przytrafiła się porażka podróżnicza, możesz więc poczytać ku pokrzepieniu lub po prostu ku rozrywce.

Tuż przed świętami M. kupił promocyjne bilety autokarowe do Wilna. Idealnie! Ja w Wilnie byłam 15 lat temu i zawsze chciałam pojechać tam we dwójkę.

No to w drogę! #travel #journey #traveller #podróż #podróżnik #wnieznane #onthego #poznań #poznan #traveluje

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Michujki.pl (@michujki)

Autokar z Warszawy za 20zł w jedną stronę za osobę, czyli całość za zawrotną kwotę 80zł. Nocna podróż autokarem z piątku na sobotę, na miejscu cała sobota i niedziela, a powrót w nocy z niedzieli na poniedziałek. Jak dla mnie idealnie. Nocleg w samiutkim centrum starego miasta za 33 euro za 2 osoby – czyli też przyjemnie.

Podróż z Poznania do Warszawy wyszła drożej niż z Warszawy do Wilna, bo 40zł za osobę w jedną stronę za pociąg. Nadal jednak całość wychodziła znośnie:

  • pociąg do/z Warszawy – 160zł
  • autokar do/z Wilna – 80zł
  • nocleg w hostelu w centrum ~150zł

Całość jakoś 390zł.

Dużo? Mało? Wydaje mi się, że całkiem nieźle.

Więc co może pójść źle?

Trochę planowania co zwiedzić, gdzie pójść i pojechać. Trochę nie mogliśmy się doczekać. Aż w końcu nastał dzień wyjazdu! Nareszcie! Od ostatniej podróży już trochę minęło.

Spakowałam kanapki, mandarynki i coś do picia do plecaka i spotkaliśmy się na dworcu. Pociąg podjechał, wsiedliśmy i zajęliśmy nasze miejscówki – uwielbiam wagony z miejscówkami! Pociąg rusza, a my patrzymy na zegarki – 15 minut opóźnienia. Nieistotne, mamy aż półtorej godziny zapasu na przesiadkę więc 15 minut opóźnienia w ogóle nas nie stresuje.

Jedziemy.

Zatrzymujemy się w Podstolicach. Ktoś mówi, że tu nie powinno być postoju – my nie wiemy :P Więc siedzimy spokojnie. Pociąg stoi. Stoi. Nadal stoi. Odzywa się w końcu głośniczek w przedziale i pada info, że z powodów niezależnych pociąg będzie stał ok 1h.

Niefajnie.

1h + 15min początkowego opóźnienia zjada prawie cały nasz zapas na przesiadkę. No, ale powinno się udać! M. idzie na zwiady i dowiaduje się od konduktora, że pociąg przed nami kogoś potrącił i pociąg będzie stał 2-3h. Demyt. Nie zdążymy całkiem. Dzwonimy więc po kogoś, żeby po nas przyjechał, bo nasza podróż się zakończyła. Wstajemy, zbieramy bambetle, kurtki i z nosem na kwintę ruszamy ku wyjściu. Wtem pociąg rusza, pada komunikat, że pociąg dalej pojedzie bez przeszkód.

Patrzymy po sobie. Dzwonimy do przewoźnika autokarowego i dostajemy kontakt do konkretnego kierowcy, który mówi, że „Spoko, 15 minut poczeka”.

Jedziemy.

Zdążymy. Na styk, ale zdążymy. Nasz awaryjny transport powrotny zawrócił do domu, a właściwie na imprezę. Cały przedział nam kibicuje – okazuje się, że tylko my jesteśmy zagrożeni opóźnieniem. No, ale było minęło, będziemy biegli na autokar, ale zdążymy. Tylko teraz jedziemy z zegarkiem w ręku.

Po ok. 5km pociąg znowu staje na stacji.

Września.

Litwa kot

Ludzie wsiadają, wysiadają. Już nikt nie wsiada, a pociąg nie rusza. Nasze przekonanie, że zdążymy zaczyna ulatywać jak para z czajnika. Ding Dong! Komunikat: „Trzeba było wezwać pomoc medyczną, niezaplanowany postój będzie trwał ok. 30minut”…

Wspaniale.

Pozostali współpasażerowie z przedziału jeszcze snują plany „Ale jakby teraz ruszył z kopyta i nadrobił?”, ale my już wiemy, że nasza podróż się skończyła. Ponownie załatwiamy powrotny transport. Wysiadamy. Idziemy na dworzec, a pociąg po jakimś czasie odjeżdża. W całym tym nieszczęściu na nasze szczęście jest dworzec, bo czekanie ok. 40min przy -8st mrozie raczej nie brzmi kusząco. No i M. musi iść siku. Natychmiast. Na dworcu witają nas obrzygane/osikane/niepotrzebne skreślić krzesełka, więc nie korzystamy. Jest i WC – czynne do 15. Hell yeah! Bez zbytnich wyrzutów sumienia M. załatwia swoją potrzebę pod jakimś krzaczkiem nieopodal dworca. Po powrocie rzuca od niechcenia „Jeszcze brakuje, żeby przyszedł cieć i nas wyrzucił, bo zamyka dworzec”.

Wtem!

Pani w kasie zatrzaskuje okienko bez ostrzeżenia, a tuż przy nas z ziemi wyrasta cieć i wyprasza nas, bo zamyka dworzec. Niemożliwe? A jednak… Podskakując obchodzimy najbliższą okolicę w nadziei, że za rogiem znajdziemy centrum Wrześni i doczekamy na nasz transport w ciepłej knajpce, albo chociaż w jakiejś Żabce/Małpce/Jeżyku/innym zwierzątku. Nic z tego.

W końcu – jako zmrożone sople – wsiadamy do auta (dzięki Tato!) i wracamy do domu. Cała nasza podróż do Wilna zamknęła się w ok 5h, z czego prawie 3h zajęła nam trasa z Poznania do Wrześni. To już zakrawa na wyczyn!

Nie zawsze Ci wszystko wyjdzie…

Trudno.

Nie poddajemy się i pojedziemy znowu, tym razem z Poznania – bezpośrednio. Na razie zraziliśmy się do podróży z przesiadkami, ale na pewno szybko nam minie. Pewnie przy kolejnej fajnej okazji na wyjazd! Więc niebawem będzie relacja z – mam nadzieję – udanego wyjazdu :)

  • To jest właśnie to zagrożenie przy przesiadkach „na styk”. Niby wszystko zaplanujesz i powinno być okej, ale nie zawsze jest. W sylwestra jechałam do Łodzi i też pociąg stał. 1,5h później dotarłam na miejsce. Na szczęście żadnych problemów z tym związanych nie miałam, ale jak mam się przesiadać, to staram się być dużo, dużo wcześniej, bo wolę na przesiadkę dłużej poczekać, niż właśnie się spóźnić ;)

    • No właśnie nam się wydawało, że 2h to nie jest tak bardzo na styk ;)